Barbie - 1 Pokolenie, część 1
Witajcie!
Bez przedłużania - oto Klara Barbie!
April, protoplastka mojego drugiego legacy challenge, które próbowałam tu analizować, ale za bardzo rozpędziłam się z grą, była ładniejsza. Ale i tak lubię Klarę.
Jej cechy to: Snobka, stosowna, lubi naturę, mol książkowy i romantyczka. Powinny całkiem ciekawie zgrać się z pierwszym etapem. Do tego będzie detektywem, ta kariera przypomina klimatem typowe questy w niektórych grach i powieściach fantasy.
Od razu przebrała się w elegancką kieckę. Będzie wesoło.
Parcelę musiałam dodać, w nienajlepszym miejscu, jest tam mocno nierówno. Mam nadzieję, że w końcu rozpracuję budowanie schodów między różnymi wysokościami gruntu...
Za to, kiedy rozejrzałam się po okolicy, od razu wyłapałam sąsiadów z pięknym ogródkiem. To jest to!
- Cześć, mała. Mogę zerwać sobie tutaj trochę warzyw i owoców? Zagubiłam dziadka do orzechów i błąkam się tutaj zupełnie sama... Ewentualnie, klepię biedę przez rozpoczynanie Barbie Legacy Challenge. I nawet nie mam równej działki! A tak poza tym, miło cię poznać!
- Mama mówiła, co mówić Świadkom Wszechwidzącej Lamy, ale nie, co z takimi świruskami. Więc właź!
Nawiasem mówiąc, mała nazywa się Emerald Greenwood. A ja myślałam, że wymyślam kiczowate imiona...
Klara czym prędzej wzięła się do roboty, dzielnie zbierając warzywa w swojej kiecce.
Przybył też gość z uniwerka, ale nie z nami te numery! Po pierwsze, Klarci na studia nie stać, po drugie, na nich za dobrze się zarabia!
Tymczasem, jak podejrzewam, Klarę obgadywano...
- I wiesz, to wszystko to była bardzo dziwna rozmowa.
- Ty to masz przeżycia, zazdro! Do nas tylko nasz kumpel z klasy, gazeciarz, przychodzi.
- A, i jakaś dziwna babka z sąsiedztwa obrabia tu ogródek. Nie sądzisz, że przydałyby się u mnie na podwórku kwiaty? Albo w domu, w doniczkach...
Trochę potrwało, nim ktoś zwrócił się do Klarci twarzą w twarz. Była to Holly, mama Emerald.

- Wie pani, te warzywa, co je tutaj uprawiamy, nie bez powodu mamy za wysokim płotem.
- To nasze warzywa, nasze źródło witamin w diecie, i choć jest ich tak dużo, to prosiłabym panią o niezbieranie ich. Musimy dbać o nasz ekologiczny imidż.
- Ależ ja rozumiem! To są takie piękne warzywa! Zerwałam tu bardzo dobrej jakości czosnek. Mieszkam tam, po sąsiedzku, i...
- I te warzywa pomogą mi przetrwać, gdyż trafiłam tu przez taką bajkę, co to była adaptacją baletu i w sumie to pierwszym takim filmem z lalką Barbie w roli głównej, i to dość skomplikowane...
- Okej, rozumiem. Po prostu uznam, że to w ramach datku charytatywnego na pomoc psychicznie chorym.
- Jeej!
- Mam nadzieję, że podoba się pani okolica. Mamy tu takie piękne bagna!
- Aha... Że co?
- A szczęśliwie twórcy nie wpadli na pomysł dodania porządnych chorób do naszej gry, więc nie skończymy jak te biedne dzieci w "Dziwnych losach Jane Eire". Czy to nie wspaniałe!
- Ej, ty, wszechwidząca i wszechsterująca, w co mnie u licha wpakowałaś?!
- No to się teraz bardziej lubimy, co nie?
- Nom.
- A tak w ogóle, to ja jestem czarownicą. Żebym mogła jeść jabłka, jak już nic nie będę mogła zdobyć...
- Ooo...
- To polubmy się jeszcze trochę.
- Spoczko.
Tymczasem zorientowałam się, co za budynek gra wstawiła Greenwoodom tuż za płotem.
Klara to snobka - musiała iść tam poprzeglądać się w lusterkach.
Jestem śliczna. Miliony dziewczynek mnie kochają. Dlaczego, ach dlaczego, skończyłam testując nową wersję Legacy Challenge?!
Bella sobie mogła mówić, że nie ma dobrze działającego mózgu, ale jest śliczna. Ja sobie powiem, że jestem twardą, samodzielną babką, która potrafi sama przetrwać mając w funduszach ledwie sto simoleonów! I wybiję się na bogactwo! Dodatkowo, jestem jeszcze śliczniejsza.
Zmotywowana Klarcia ruszyła zwiedzać dalej i odkryła w sąsiedztwie wyjątkowo eklektyczny salon. Ktoś tu wyraźnie nie mógł się zdecydować na rodzaj pokrycia ścian.
Następny cel stanowiła szkoła, w której Klara zrobiła sobie fotkę jak po balu.
Kiedyś postawi ją sobie na toaletce w ładnie urządzonym domku i będzie wspominać okres, gdy łaziła po publicznych parcelach w poszukiwaniu jakichkolwiek sposobów zaspokojenia potrzeb.
Potem udała się do widocznego również na tym screenie basenu.
O dziwo, nie była jedyną amatorką nocnych kąpieli.
Czyżby w Twinbrook jakimś cudem obowiązywał apartheid i ciemnoskórzy mogli odwiedzić basen tylko w najgorszych godzinach? Intrygujące.
Potem odkryłam coś pięknego - publiczne ogrody. Jeeej! Żarcie za nic! I łazienki!
I ławki!
Zebrałam już plony z połowy tych ogródków. A zdrzemnęłam się tylko na chwilę. Daj mi się przespać, ty sadystko tam w górze! I nie mówię o tobie, kolejna cholerna gałęzi tej kolejnej cholernej jabłonki!
Proszę. I tym razem masz nawet poduszki! I Klarciu... Może bardziej byś się wyspała, gdybyś zdjęła tę kieckę i obcasy?
- Zzzzz...
Następnym celem Klarci był Salon. Jedno stwierdziłyśmy obie już od razu - nie będziemy korzystać z usług tutejszego stylisty.
Ktoś tu chyba nie słyszał o tym, by nie łączyć sześciu wzorków w jednym stroju...
Istotne jest co innego. Kanapa! Poziom wyżej niż ławka z poduchami.
Klarci nie przeszkadzało nawet, że ktoś gra obok na komputerze. Mocny sen ma, dobra to rzecz.
Następnie pojawił się problem higieny. Cóż... Parę razy umyła Klarcia łapki...
A potem powtórzyła z drugą umywalką.
Jakimś cudem pomogło, ale nie na długo. Na szczęście obczaiłam, gdzie jest remiza. A każdy, kto oglądał "Bezdomnego strażaka" u Merty wie, że da się na remizie całkiem godnie żyć.
- Czy naprawdę czytelnicy muszą mnie oglądać nawet pod prysznicem?
Ależ spokojnie, Klaro, jest tu przecież cenzura. Najlepiej mogą pooglądać twój łokieć i łydki.
- I kostki! To niedopuszczalne!
Czy ty aby nie powinnaś rozkoszować się pierwszym od dawna prysznicem?
- A czy ty aby nie powinnaś się zająć kopiowaniem jakiegoś opowiadania na wattpada lub pisaniem kolejnych części tego dziełka?
Wiesz co, lepiej zakończmy tę dyskusję.
Łóżko nieco udobruchało Klarę.
- O jejuniu, łóżko! Prawdziwe łóżko! I lampka z abażurem! I parawanik!
Klaro, nie poznaję cię.
- Ale szkoda, że nie jest porządniejsze to łóżko. I mogłoby mieć kolumienki.
Szczerze mówiąc, to właśnie mnie uspokoiłaś...
Klarze śniły się słodkie sny.
Łóżko!
Łóżeczko!
Moje łóżeczkunio, nie oddam!
Ech, lepiej nic nie mówcie Klarze o tym, że gdyby siedziała tylko w remizie, wyzwanie byłoby zbyt łatwe...
Wyspana Klara udała się powiększać majątek.
- Nurkowanie w śmieciach wcale nie jest dowodem menelstwa i zapukania od dołu o dno sytuacji życiowej!
- Ale nikt mnie nie widział, prawda...?
- Pozuję, to proekologiczna sesja... O wszechwidząca i wszechsterująca, czy to odbicie w puszce to ja?!
Do tego jeszcze jej twarz przybrała kształt gruszki... Na szczęście po zakończeniu grzebania Klara odzyskała wdzięk i urodę.
Uff, znów jestem śliczna
Mimo to po kąpieli Klara musiała się jeszcze upewnić.
Tak, zdecydowanie jestem uosobieniem wdzięku i urody.
Kasjerka widząc elegancki strój Klary najwyraźniej nastawiła się na bogatą klientkę. Niedoczekanie, Klara tylko sprzedała jabłka i kimnęła się na kanapie, tej w tle.
Jak się wyspała, postanowiła poszukać drugiej połówki w parku pod ratuszem. Gość przy szachach wyglądał sympatycznie, ale jego nos bił rekordy orlistości i haczykowatości.
- Spoko, ja z chęcią pogadam o resztkach jedzenia. Mogę je nawet przygarnąć!
Tymczasem dostrzegłam inny ciekawy obiekt.
Gość, który obraża staruszki, ale jest specyficznie przystojny to idealny kandydat na absztyfikanta!
- Dziś nikt nie ćwiczy chodzenia z książkami na głowie, to straszne.
- Gadasz bzdury, a ja głodny jestem...
- Tamten pan z szpakowatymi włosami wspominał, że marnuje się jedzenie. Nie jestem głupią blondynką z dowcipów i domyślam się, że pana nie dotyczy problem głodu przez nieprawidłową redystrybucję żywności, ale zapewne w tym stanie ducha potrafi pan pojąć cierpienia głodnych dzieci w Miłowie.
- Myślałem, że pogadam sobie z ładną dziewczyną, a tu co? Marnowanie jedzenia? Serio?!
- Tak, marnowanie jedzenia!
Ten związek chyba nie byłby udany... W okolicy przyuważyłam ducha, więc zdecydowałam się na zagadanie tej dziewczyny.
- Duch i czarownica, powinnyśmy się dogadać.
- Racja!
- Wiem, że to pytanie zupełnie od czapy, a ja raczej nie mam wobec ciebie romantycznych planów, ale jaki jest twój znak zodiaku?
- Rak.
- Rak. I zginęłaś od ognia. Dobrze, że nie ryby!
- To by było jeszcze gorsze.
- Muszę się oddalić, potrzeby wzywają.
Konkretnie, potrzeba kimnięcia się. Uszczęśliwiłam też Klarę możliwością poczytania.
Ach, jak miło porobić coś normalnego, jak cywilizowany człowiek!
Potem zarejestrowałam Klarę jako detektywa. Szybko przyuważyłam pierwszego możliwego przeciwnika.
- Jestem złolem i okazuję to otwarcie demonicznym śmiechem i pocieraniem dłoni! Dajcie mi jeszcze szczeniaczka do kopania!
Z drugiej strony, wygląd niezgorszy... A może to będzie chłopak?
Klara zaprezentowała swe wdzięki.
- Miło cię poznać, szlachetny młodzieńcze o niepokojących skłonnościach.
Meh, znowu mi nie idzie. Po niepowodzeniach na siłowni udałyśmy się z Klarą na wysypisko.
Ach, ten zapach złomu o wieczorze!
Do tego Klara zdobyła pierwsze zlecenie. Dzielna dziewczynka! Złomowisko po nocy okazało się zaskakująco zatłoczonym miejscem.
- Nie wiem, dlaczego temat marnowanego jedzenia jest dziś tak modny, ale nawet ja muszę pisać o nim wypracowanie.
- Jestem głodny. I mam miskę z żarciem. We wszechświecie panuje równowaga.
- Tatku, nie przeszkadzaj, bo matmę odrabiam.
- Radośnie sobie rosnę w mej patologicznej rodzinie!
Klara nie mogła się zająć porzuconym dzieckiem, więc wzięła się za poszukiwanie złomu.
Co my tu mamy, hmm... Ja tu zbieram dowody, nie żaden złom!
Iskierki!
Przyznaję, wymęczyłam trochę biedną Klarę. Poprawka - bardzo wymęczyłam.
Jak potoczy się dalsze życie Klary wśród bagien Twinbrook?
Czy znajdzie wreszcie odpowiedniego mężczyznę? Czy rozwikła swoją pierwszą sprawę?
CDN




























































Komentarze
Prześlij komentarz